Posty

Krzywym zgryzem

     Nie ja pierwszy(i nie po raz pierwszy) i nie ostatni nad tym odwiecznym dylematem się pochylam: po jaką cholerę piszę? Przecież tego nikt prawie nie czyta. Jeśli, mimo tego to robię, to znaczy, że nie robię tego dla kogoś, tylko dla siebie. Albo - liczę na to, że ta moja pisanina prędzej, czy później znajdzie jednak odbiorcę. Tę drugą opcję, jako realista raczej odrzucam. Więc, prawdopodobnie czynię to dla siebie. To prawda. Pisanie sprawia mi przyjemność i dodatkowo odczuwam satysfakcję. To po stronie plusów. Ewentualnymi minusami zajmę się później.    Co to znaczy: sprawia przyjemność? Co się za tym ogólnikiem kryje? A priori odrzucam istnienie czegoś, co niektórzy zwą ,,natchnieniem”, ,,weną twórczą”, czy jakoś inaczej. Dlaczego? Ano, gdyby coś takiego istniało, to żaden tekst, żadne dzieło nie byłoby zasługą autora.   Wszak ,,spłynęło” z … może z ,,haremu Apollina”? Czy z jakiejś ,,chmury”.    Musi jednak być coś, co w jakiś sposób in...

KURZ

  Zbiesił się raz pewien kurz – Bezczynności dosyć już! Inni czasu nie tracą, rosną w siłę, bogacą. Coś tworzą, coś budują. Zepsute – reperują. A ja? Pełna stagnacja, totalna wegetacja… Dość już leniuchowania! Nadchodzi czas działania! Ileż mam w bezruchu trwać Ileż można? Kurwa mać! irytacji poziom wzrósł I … olbrzymi tuman wzniósł.    

Albo, albo

    Ech – tak rozpisać pióro rączo by słowa w rymy  gładkie zmienić.  w mowę jasną, czystą, szemrzącą – mowę bystrych górskich strumieni.   Albo strofy tkliwe wyłuskać niczym kształtne ziarna fasoli. Krągłe słowa czule wymuskać, niech to innych nawet zaboli.   Puścić wręcz cugle wyobraźni, jak wicher niech gna po stepie. Innych niech konfuduje, drażni, albo – zazdrość budzi – najlepiej!   Albo słowa ,,wykuć” dostojne, jak ze spiżu, albo granitu! Patryjotyczne, bogobojne. Dla ludzkości, dla dobrobytu!   Obracam w dłoniach ,,Pelikana” może się jakiś pomysł zrodzi. Jednak nie dzisiaj, proszę pana. Nic mi do głowy nie przychodzi.    

CZEKANIE

                                                        Przez całe życie na coś czekam. Życie me całe to czekanie. Decyzje, jak umiem – odwlekam. A nuż nic złego się nie stanie.   I jakoś to wszystko się kręci. Raz jest lepiej, raz.. niekoniecznie. Mimo, że to co lepsze nęci, to nie zawsze jest to bezpieczne.   Poza tym – wymaga działania. A to jest sprzeczne z czekaniem. Prowadzi do zamieszania, poplątania z pomieszaniem.   Mówią: lepsze jest wrogiem dobrego. A ja wcale nie chcę mieć wrogów! Mnie wystarczy coś spokojnego i czekanie na… fochy bogów.   A gdy się skupię na czekaniu, niewymuszonym, spontanicznym, to mogę oddać się wahaniu – czy się nie zająć czymś… lirycznym.                             * ...
                                                                                                           Paralele na niedziele.                     Czemu - na niedziele? Po pierwsze - rymuje się, a po drugie - niedziele to dni zdecydowanie inne niż pozostałe z tygodni. To czas odpoczynku od codziennej bieganiny, zazwyczaj za środkami ,,niezbędnymi” do egzystencji. To czas na religijne zobowiązania, rodzinne swary przy tradycyjnym schaboszczaku, czas laby i zajęć diametralnie różnych od tych powszednich. Na przykład;   można sobie z czystym sumieniem i bez poczucia winy - że się traci cenny czas - poczytać poniższe pierdolety....

Nienależycie

                                                             Czy tak już zawsze ma być, Że wszędzie śpieszno? Że czasu nie masz na nic… Straszno, czy śmieszno?   Bo ciągle mało, mało… Zabraknąć może. Więcej by się przydało. O tak! Daj Boże!   Kraje się jak się daje, Więc trzeba kroić! No bo – kto rano wstaje… Do cna wydoić!   Po co tak pędzisz, tak gnasz? Kiedy zbłądziłeś? Przecież ty wszystko już masz o czym marzyłeś.   Kiedy się tym nacieszysz? Przestań już dążyć! Przecież ty ledwo dyszysz. Bacz, żeby zdążyć!   Mówisz, że czas to pieniądz. Motto to miałkie. Ty od tej swojej żądzy  zwariujesz całkiem.   Lecz – to nie moja brocha. To twoje życie. A ty to życie kochasz… Nienależycie.            ...

Dawnych wspomnień gar.

    Dawno już wystygł ognisk żar, tych z przyjaźni rozpalonych Został tylko wspomnień gar, gar spękany, osmalony. Wiem, że trzeba się pogodzić: co minęło - nie powróci. Ale kto zabronił słodzić? Czy to powód, by się smucić? Nic nie jest takie jakie było, przeto - nic nie jest jakie jest. Trwa coś, czy się zakończyło? Wszak: errare humanum est . Toteż się godzę, nie szlocham, bo wszędzie wędruję z garem. Ciągle go czymś napycham, nigdy mi nie jest ciężarem. Jedną mam tylko obawę. Że wszystko się kiedyś skończy: przerwie coś moją zabawę - synapsy moje rozłączy: Natura włączy old timer  - pojawi się zagrożenie: niejaki Alois Alzheimer i gar pójdzie w zapomnienie.                                                 Mieczysław Łuksza