Posty

Reminiscencje

        Chcę się podzielić moimi wrażeniami i przemyśleniami zwiazanymi z tłumaczeniem dwóch wierszy niemieckiej poetki, dawnej mieszkanki Prus Wschodnich – Agnes Miegel. Jak mi kolega Adam zaproponował tłumaczenie pierwszego ,, Es war ein Land”, to się ucieszyłem jakbym otrzymał bardzo dokładnie zapakowany prezent, niewiadomego przeznaczenia.       Co mnie do tego skłoniło? Po pierwsze – mój patriotyzm lokalny,   którym się wręcz afiszuję, bo te wiersze są tematycznie z Warmią związane, a po drugie – ciekawość. Ciekawość – jak swoją miłość do ziemi ojczystej (tej samej, co moja) przeżywał ktoś zupełnie różny ode mnie, żyjący w całkowicie odmiennej rzeczywistości i czasie. Zderzenie było, delikatnie rzecz ujmując – gwałtowne. Z jednej strony – ja, prosty chłopina urodzony w przybranej ojczyźnie, ale emocjonalnie z nią związany (zakochany), bardzo słabo znający język niemiecki, a z drugiej -   Niemka, znana poetka, apolog...

Być poetą, być poetą...

  Być poetą, być poetą…       Poeta – to taki drugi etat, co zysków nie generuje, a absorbuje. Czy on tym sobie dogadza, czy przeszkadza? Czy się męczy, jak nad rymami ślęczy? A robotę swoją i tak musi zrobić, by zarobić. Wszak jeść przeca musi – jak go przydusi. Jak on to wszystko godzi??? Tu – robi, a tu – z głową w chmurach chodzi. Podziwiać go, czy się litować? Taki to może łatwo zwariować!!! Przechlapane być takim poetą: nie dla mnie to.  

Zwykły wierszyk o jesieni

  Już jesień. Niby polska – złota; paletą barw kuszą liście drzew. A w duszy tli się skra – tęsknota; lato minęło (łabędzi śpiew?)   Słonko baterie wyczerpało, jeszcze dycha – serce raduje. A wczoraj radio podawało, że tęga zima się szykuje.   Gdzie tam do zimy, toć październik! Słoty, pluchy – wszystko przed nami. Ten listopad, zimy odźwierny jeszcze nam pokrzyżuje plany.   Katary, grypy, przeziębienia, zaś koronowirusa fala. I tak w kółko, do ozdrowienia, trala lala tra la la la la...    

AZA

  Jak do tego doszło, mój Boże, to sen jakiś koszmarny chyba. A jeśli będzie jeszcze gorzej? Nie!   Ja już więcej nie wytrzymam.   Niechaj to wreszcie się zakończy, niech skonam, niechaj pęknie serce, niech w końcu światło ktoś wyłączy, ulgi mi dajcie w mej udręce!   Ciebie już Boże błagać nie chcę, bo Tyś nieczuły, Tyś zbyt dumny, do Twego tronu nie podrepczę. Ja chcę do piekła, chcę do trumny!   Bylebym tylko cierpieć przestał. Niechaj w piekielnym ogniu spłonę, niechby i szatan grom mi zesłał, Nie działa ,,Pod Twoją obronę”.   Nie ma was – ni jednych, ni drugich – ni tych w nimbach, ni tych rogaczy. Nie chcecie mieć takiego sługi co nieczułości wam nie wybaczy?   Więc będę cierpiał, a jak przeżyję (nie eksploduje moja psychika), to jutro rano znów się napiję – bo taka dola alkoholika…

Modyfikacja - rewelacja

  Przez całe życie się starałem, by stworzyć coś pożytecznego; kombinowałem, majstrowałem, lecz nic nie wynikało z tego.   A że lenistwo to ma pasja – tutaj znalazłem swoją szansę: erzac wolności pragnę dać wam modyfikując konwenanse.   Ludzkość wciąż na brak czasu sarka, więc do was apel – malkontenci: nieprawidłowa gospodarka, co poskręcane – czas odkręcić!   Weekend zaczyna się od piątku. A czemu? Ryśku, Aniu, Bartku? Kto każe tkwić w takim porządku, czemu nie zacząć już od czwartku?!   Po co masz czekać do Sylwestra? Czwartek – piętnasta zero, zero – dziś dolce Vita, dzisiaj fiesta , kankan, krzesany i bolero!   A w piątek rano, na luzaku, można podskoczyć do roboty; zjeść na stołówce porcję flaków, głowę podstawić do pozłoty.   Trochę tam poimprowizować, coś poudawać, coś tam sklecić; wszak - weekend – można pofolgować, do trzeciej czas szybciutko zleci.   A potem – ciąg da...

Przebierać?

                         A to ci frajda – grzebać w słowach, niczym w otwartej bombonierce; wybierasz, co ci się podoba, odrzucasz to, co cię nie łechce.   Nikt ci niczego nie narzuca, sam jesteś sterem i okrętem. I piszesz; albo o onucach, albo, jak chcesz… o Ziemi Świętej.   Przebierasz, albo nie przebierasz – to twoje słowa, ty tu rządzisz, to twoja scena, to twój teatr; ktoś ci przyklaśnie, ktoś osądzi.   Słowa jak ulęgałki macasz, bezwstydnie i bez skrępowania, czasami aż się w tym zatracasz, może to już megalomania?    

Cyklamen

  Aż w końcu nastał ten ważny dzień, dla Ciebie, bracie, najważniejszy – na Twoje życia padł czarny cień – w drodze w zaświaty   jesteś pierwszy.   Gdzie te ,,zaświaty”, czy w ogóle są? Niebawem wszystkiego się dowiesz, lecz w tajemnicy utrzymasz to, dłużej niż… do deski grobowej.   Los wór problemów z pleców Ci zdjął, 21 gramów ważysz! Z tymże zaczynasz podróż dziś swą – czy bez nadwagi Ci do twarzy?   W każdym bądź razie – ktoś mógłby rzec – tu niepotrzebny żaden lament, ziemskiej podróży nastąpił kres. Ten cykl dobiegł końca – cykl amen!